Cervino.
Nikt się nie spodziewał.






W wiadomościach które nikogo nie zaskakują — Pagani po raz kolejny wynalazła Zondę. I po raz kolejny efekt jest zachwycający. Nie ma znaczenia ile razy Pagani już to robiło. Zonda pozostaje Zondą i zawsze będzie.
Nowe dzieło Atelier Pagani nazywa się Cervino — od włoskiej nazwy Matterhornu, słynnego alpejskiego szczytu. I można to poczuć w designie: każda krzywa, każda powierzchnia nadwozia została zaprojektowana od nowa, żeby opowiedzieć pewną estetyczną historię. Pagani mówi o “unikalnej narracji estetycznej”. My mówimy: patrzcie na ten tylny spoiler i wlot powietrza na dachu. Wymowne.
Cervino to efekt programu Unico — wewnętrznej inicjatywy Pagani, w ramach której firma realizuje kompletnie bespoke projekty dla konkretnych klientów. W tym przypadku: istniejące podwozie Zondy, całkowicie nowa karoseria i nowe zawieszenie. Kupujący dostaje auto które jest jednocześnie Zondą i nie jest żadną Zondą jaką widział świat wcześniej.
Nowe zawieszenie z nowymi amortyzatorami i komponentami “najwyższej klasy” ma według Pagani połączyć analogową duszę Zondy z nowoczesnymi standardami osiągów. Brzmi jak sprzeczność — ale jeśli komukolwiek udało się to osiągnąć, to właśnie Pagani.
Pagani nie zdradziło oficjalnie pojemności, rodzaju doładowania, mocy ani momentu obrotowego Cervino. Ale biorąc pod uwagę historię Zondy i fakt, że w modelu tym tradycyjnie gościł 7,3-litrowy wolnossący V12 AMG — a dokładnie ten sam agregat znajdziemy prawdopodobnie i tutaj — jedno jest pewne: nie będzie wolno. W żadnym wypadku.
Cervino zostanie pokazana na targach Fuori Concorso razem ze swoją siostrą — w pełni odrestaurowaną Zondą C12S 7.0. Ta z kolei to pierwsza w historii Pagani jednorazowa wersja specjalna, odbudowana w ramach programu Rinascimento. Dwa programy, dwa podejścia do dziedzictwa — i oba absolutnie fascynujące.
Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział że w 2026 roku Pagani nadal będzie budować nowe wersje Zondy — większość motoryzacyjnych ekspertów powiedziałaby że to niemożliwe. Platforma zbyt stara, homologacja zbyt trudna, klient zbyt wymagający. A jednak.
Zonda wciąż żyje dlatego, że żaden inny samochód na świecie nie daje tego samego.} Tego wizualnego niepokoju. Tej dramaturgii. Tego poczucia że siedzisz za kierownicą czegoś absolutnie wyjątkowego — nie dlatego że zapłaciłeś miliony, ale dlatego że Horacio Pagani i jego zespół dosłownie ręcznie wykonał każdy element.
Cervino to kolejny dowód że epoka Zondy się nie skończyła. Dopóki jest jeden klient z marzeniem i odpowiednim budżetem — Pagani znajdzie sposób żeby to marzenie spełnić. I szczerze? Cieszę się z tego.