Hamilton zostaje. Przynajmniej na pięć lat. Przyzwyczajcie się.
Wszyscy, którzy od miesięcy pisali nekrologi dla kariery Lewisa Hamiltona w Formule 1, mogą schować klawiaturę. Seven-time ogłosił właśnie, że planuje zostać w F1 przez co najmniej kolejne pięć lat. Czyli do ponad 45. roku życia. Czyli dłużej niż Alonso ma teraz. Dobra, to wyjaśnia wszystko.
Lewis Hamilton w Maranello, 2025 — fot. Ferrari
Zły sezon, nowe życie
Przypomnijmy jak to wyglądało rok temu. Hamilton przeniósł się z Mercedesa do Ferrari w atmosferze historycznego transferu — i dostał po głowie. 2025 był katastrofą. Leclerc go miażdżył, media pisały o przyspieszonym końcu kariery, a komentatorzy coraz częściej zastanawiali się czy Lewis nie popełnił największego błędu w życiu zostawiając Silvera Arrowsa.
Potem nadszedł 2026. Nowe przepisy techniczne, nowe auto i nagle Hamilton znowu wygląda jak Hamilton. Pierwsze podium w czerwonym kombinezonie — w Chinach w marcu. Różnica do Leclerca drastycznie skurczyła się. I teraz, przed GP Kanady, Lewis potwierdza że jest w kontrakcie z Ferrari na 2027 i nie ma zamiaru nigdzie odchodzić.
„Jestem w pełni skupiony, nadal zmotywowany, kocham to co robię z całego serca. Będę tu przez jakiś czas. Przyzwyczajcie się.”
Osiem tytułów? Serio?
To pytanie na które nikt nie zna odpowiedzi — ale też nikt rok temu nie zakładał, że Hamilton będzie jeszcze w środku stawki w 2026. Formuła 1 w nowej erze przepisów jest bardziej wyrównana niż przez długi czas. Jeśli Ferrari ogarnie auto, a Lewis odzyska formę z 2020, to ósmego tytułu nie można wykluczyć. Brzmi absurdalnie? Kilka miesięcy temu absurdem było też to, że będzie walczył z Leclercem na równych zasadach.
Motorsport lubi takie powroty. A Hamilton nigdy nie był zwykłym kierowcą.
Co to oznacza dla F1?
Tyle że Formuła 1 dostaje to czego potrzebuje: legendę, która walczy, a nie wspomina. Hamilton na emeryturze to Hamilton na konferencjach, w kampaniach reklamowych i na czerwonych dywanach. Hamilton w bolidzie to kilkaset milionów oczu na każdy wyścig więcej. Biznesowo i sportowo — lepiej dla wszystkich żeby jeździł.
No i po drodze dostaniemy więcej filmów z F40 w Japonii. Co też jest argumentem.

Leave a Reply