milion euro,
V12 i czern absolutna.











To nie jest rekwizyt filmowy. To Brabus Bodo — nazwany na cześć Bodo Buschmannna, nieżyjącego założyciela firmy. Hyper GT za milion euro z hakiem, z V12 biturbo, karoserią z włókna węglowego i patologiczną relacją z kolorem czarnym. I wygląda absolutnie genialnie.
Brabus kojarzył się do tej pory głównie z tunowanymi Mercedesami — 900-konne S-Klasy bez żadnych zewnętrznych oznak, pomarańczowe Range Rovery na 23-calowych felgach. Ale GTS Coupe i teraz Bodo to coś innego. To karoseria budowana od podstaw. Couture motoryzacyjne — ta sama tkanina, bardziej ekstrawagancki krój.
Nadwozie jest w całości z włókna węglowego — czarnego. Podwozie aluminiowe — prawdopodobnie też czarne, choć nie widać. Większość wnętrza z włókna węglowego — czarnego. Felgi czarne. Niektóre elementy silnika — obudowy filtrów powietrza, przednie części pokryw zaworów — z czarnego włókna węglowego z prawdziwymi złotymi drobinkami wplecionymi w strukturę. Bez żadnego powodu poza tym, że wygląda to rewelacyjnie. To właśnie ten rodzaj bezsensownego detalu, który ma absolutny sens.
Można zamówić Bodo w dowolnym kolorze. Chassis 01 wybrało czerń i tam zostało — osiedlone na horyzoncie zdarzeń antykoloru. Wnętrze? Też czarne. No dobra — jest panoramiczny dach szklany, żeby nie czuć się jak w trumnie depresyjnego wampira.
Pod ogromną maską drzemie 5,2-litrowy V12 biturbo zamontowany tak daleko w tyle, że 11. cylinder wydaje się ogrzewać prawe kolano kierowcy. Moc to oficjalnie 735 KM i 1200 Nm momentu obrotowego. Sprint 0–100 km/h w okolicach 3 sekund dla auta ważącego 1910 kg. Prędkość maksymalna to 360 km/h — wystarczy, żeby zostawić w tyle sporo nominalnie szybszych supercarów. I jest to auto 2+2 z bagażnikiem. Hyper GT w świecie zdominowanym przez elektryczne crossovery — i chwała mu za to.
Bodo nie jest projektem od zera — i nie ma co tego ukrywać. W profilu linii szyb widać Aston Martina Vanquish. Brabus przeprojektował przód na bardziej agresywny i kwadratowy, dodał wentylowaną maskę, zachował smukłą linię okien i zakończył nadwozie niemal boat-tail’ową rufą opadającą do wysokości kolan z wysuwanym spoilerem. Cztery pionowe szczeliny za tylnymi kołami to jednocześnie ukłon w stronę Ferrari F40 i czysto Brabusowa sygnatura.
Wnętrze — podobne do Astona, bo po co zmieniać coś co działa. Multimedia i przełączniki z Vanquisha — czyli Apple CarPlay i wszystkie luksusowe gadżety. Ale Brabus dodał własne skóry i materiały, nową obudowę z włókna węglowego nad zestawem wskaźników, przemalowane wskaźniki i przyciski, grube koło kierownicy i długie łopatki zmiany biegów. To naprawdę czuje się jak inne auto.
Milion euro za auto które bazuje na Astonie — brzmi absurdalnie. Ale 77 sztuk (liczba nawiązuje do roku założenia Brabus — 1977), spektakularna karoseria, sprawdzony mechanicznie V12 i poziom personalizacji na jaki nie pozwoli żaden producent z katalogu — to ma sens. Zwłaszcza gdy patrzysz na to z perspektywy kolekcjonerskiej.
Brabus rośnie. Od małego tunera Mercedes-Benz z 1977 roku do firmy budującej własne karoserie i — w przypadku Crawlera — własne podwozia. GTS Coupe i Bodo to kolejny krok w kierunku niezależnego producenta. Jeśli kiedyś powstanie Bodo Cabriolet — czego byłbym pewien — historia się zatoczy.